Szuma, ostro poszłaś!

Wyobraźcie sobie państwo Karl-Marx-Allee we Wschodnim Berlinie. Bardzo post-enerdowski klimat, ale z czerwonym dywanem, gdzie odbywała się premiera „Sponsoringu” Małgosi Szumowskiej. Przed kinoteatrem jest czerwony dywan, są też protestujący lewacy przed wejściem, przybywają gwiazdy. Pojawiają się Juliette Binoche, reżyserka Małgosia Szumowska, Andrzej Chyra, młoda, znakomita aktorka Joanna Kulig, która jest jednym z odkryć tego filmu. Jesteśmy na bardzo poważnym, istotnym europejskim festiwalu, gdzie od paru lat liczą się tematy gorące, istotne – także politycznie; gdzie czasem nie jest najważniejsza strona artystyczna filmu, ale z jakiego” zapalnego” rejonu świata pochodzi, czy porusza temat, który „grzeje”.

Bardzo cieszy fakt, że „Sponsoring” Małgosi Szumowskiej (w oryginale „Elles“, czyli „one”), otwierał bardzo prestiżowy przegląd zwany Panoramą,czyli główny –obok konkursu-nurt festiwalu. BERLINALE!!!To tam pojawiają się filmy gwiazd, które budzą nadzieje i mają ważną społeczną treść. Film jest znakomity. Oczywiście wzbudzi wiele kontrowersji. Za sprawą tematu, jakim jest prostytucja uprawiana przez studentki poszukujące sponsorów, czyli mężczyzn, którzy płacą im za seks, wywołuje burzę. Te dziewczyny nie są zawodowymi prostytutkami, tylko uprawiają profesję, która nazywa się „private escort”. Już posądza się film o to, że porusza się na granicy pornografii. Jest poddawany cenzurze w Izraelu i bodaj w Nowej Zelandii. Jednak „Sponsoring” to film bardzo dobrze zrobiony. Ma świetną historię, świetną muzykę, ale przede wszystkim mówi o problemie, który widzimy w Polsce, widzimy też w Europie i na świecie. Ważna jest tu też relacja, do której dochodzi główna bohaterka filmu, prowadząca rozmowy z tymi dziewczynami, czyli dziennikarka pisząca artykuł – nota bene dla gazety „Elle“ – postać grana przez Juliette Binoche.
Najważniejsze w tym filmie jest to, że główna bohaterka, dziennikarka, widzi, że sama żyje w zakłamanym świecie, w świecie kompromisów, na które świadomie się decyduje. A najważniejsza i najbardziej kluczowa scena w tym filmie, czyli scena kolacji nakręcona w jednym ujęciu, w jednym jakby geście, ukazuje najistotniejszy wątek tego filmu. O nim – by nie psuć Państwu seansu – opowiadać nie będę. Musicie to zobaczyć. Ta scena to majstersztyk – nią samą Małgosia Szumowska przechodzi do historii kina w ogóle. To po prostu perła.



Myślę, że z jej wszystkich fabuł ten film jest najbardziej odważny, porusza ważki problem, który widzimy dziś w Polsce. Na pewno będzie to obraz bardzo mocno dyskutowany, pojawią się skrajne opinie. Uważam, że będzie burzył tabu istniejące w naszym dość konserwatywnym społeczeństwie. Będzie budził sporo sprzeciwu i emocji. To, obok dokumentu „A czego tu się bać“, najlepszy film, jaki Szumowska do tej pory zrobiła. „A czego tu się bać“ opowiada właściwie, jak bardzo nie potrafimy obcować ze śmiercią, pokazuje sytuację, gdy umiera bliska osoba. Moment wyjścia duszy z ciała dla sportretowanej rodziny nie był momentem zamknięcia zwłok w trumnie w zakładzie pogrzebowym. Był czasem pożegnania z najbliższą, ukochaną osobą. „A czego tu się bać“ jest niejako obcowaniem z tym zmarłym i zobrazowaniem zupełnie innego wymiaru przeżywania śmierci w małej wiejskiej społeczności. Kompletnie innym, niż w środowiskach miejskich, industrialnych. Ten dokument Szumowskiej nie ma sobie równych w ukazywania umierania, ale to, co zrobiła w „Sponsoringu“, jest najważniejszym jej dokonaniem w dotychczasowej karierze. Czy przebije samą siebie gotowym już filmem „Nowhere“ o historii pewnego księdza, który to film, podobnie jak „A czego...”, kręciła na Mazurach, właściwie z sąsiadami i rodziną, zobaczymy. Czekamy, Szuma, i trzymamy Cię mocno za słowo. Ostro poszłaś!

Na koniec dodam jeszcze jedno: „Sponsoring” jest efektem koprodukcji polsko-francusko-niemieckiej i współpracy Małgosi Szumowskiej z zagranicznymi reżyserami i producentami z kręgu Larsa von Triera. Pokazuje, że tak jak parę lat temu reżyserzy teatralni bez kompleksów weszli w produkcje nie tylko europejskie, tak dzisiaj takie szanse mogą występować dla twórców polskiego kina. Oby jak najwięcej przedsięwzięć takich rozmiarów, które będą poszerzały możliwości polskiego kina.
Trwa ładowanie komentarzy...